Była współwłaścicielką sklepu i członkiem zarządu wspólnoty mieszkaniowej. Teraz pracuje w recepcji renomowanej firmy doradczej. Panią prezes przekonała opanowaniem i precyzyjnymi odpowiedziami
Małgorzata Daroch od zawsze chciała być urzędniczką. - Jedni chcą być lekarzami, inni strażakami, a mnie kręci właśnie taka praca - tłumaczy. Dlatego studiowała administrację (na Uniwersytecie Łódzkim). Teraz mieszka w Warszawy. Marzyła o pracy w jednej ze stołecznych dzielnic, ale szybko przekonała się, że bez znajomości nie ma szans. - Zostawiłam CV prawie we wszystkich urzędach. Nikt się nie odezwał - mówi. A pracować w rodzinnym Tomaszowie Mazowieckim nie chciała.
- Ciężko o pracę odpowiadającą mojemu wykształceniu. Praca w recepcji ma jednak coś wspólnego z pracą praca w administracji. Postanowiłam się przekonać, jak to jest pracować u kogoś - wyjaśnia.
Dała sobie ultimatum - jeśli w ciągu dwóch miesięcy nie znajdzie pracy, otworzy własną działalność.
Nie było takiej potrzeby. W drugi poniedziałek sierpnia kupiła “Gazetę Praca” i od razu strzał w dziesiątkę - ogłoszenie firmy doradztwa finansowego Consulto (zajmuje się restrukturyzacją zadłużenia przedsiębiorstw i osób prywatnych). Małgorzata pokonała kilkudziesięciu kandydatów i od 1 września rządzi recepcją firmy. Pracuje osiem godzin, pięć dni w tygodniu. - Robię to, co lubię - zaznacza.
Po raz pierwszy rekrutację do sekretariatu prowadziła osobiście prezes firmy Sylwia Doniek. - Z poprzednich osób na tym stanowisku nie byłam zadowolona, chciałam sama wybrać, aby ewentualne pretensje mieć tylko do siebie - mówi. - Szukałam pracownika zaradnego, który sam potrafiłby zapanować nad administracją w firmie. A nie jest to łatwe, bo mamy oddziały w całej Polsce. Małgorzata od razu mi się spodobała, podczas rozmowy była opanowana, a przy tym jasno formułowała myśli - opowiada Sylwia Doniek. - Nie szkodzi, że nie pracowała wcześniej jako sekretarka. Wiedziałam, że sobie poradzi chociażby dlatego, że prowadziła własną firmę. I się nie pomyliłam, bo Małgosia jest świetna, dużo lepsza niż osoby, które trafiały do nas z recepcji międzynarodowych firm.
Już na początku studiów Małgorzata razem ze wspólnikiem otworzyła sklep w Kupieckich Domach Towarowych pod Pałacem Kultury w Warszawie. Z interesu wycofała się ubiegłym roku, bo wysoki czynsz zjadał zyski. Później została członkiem zarządu swojej wspólnoty mieszkaniowej. - Zrezygnowałam, bo tam, gdzie są wspólne pieniądze, często dochodzi do niesnasek - tłumaczy.
Nie wszyscy znajomi Małgorzaty wierzą, że zdobyła pracę po jednej z pierwszych rozmów kwalifikacyjnych w życiu. Inni przecież wysyłają setki CV, chodzą na dziesiątki rozmów i nic. - Nie miałam żadnych asów w rękawie. Starałam się spokojnie i konkretnie odpowiadać na pytania. Nie lać wody, nie doprowadzać też do kompromitującej ciszy.
Trzeba mieć gryplan
Consulto szukało osoby, która łączyłaby w sobie spokój, opanowanie (kontakt z klientem) oraz zaradność i samodzielność (zarządzanie biurem). Wygrała osoba młoda, choć o pracę starały się także doświadczone recepcjonistki i sekretarki
• W CV nie wpisała swojego hobby, zainteresowań. - To nieistotne w pracy recepcjonistki - twierdzi. Skupiła się na liście ukończonych kursów, podkreśliła prowadzenie firmy.
• Na rozmowie kwalifikacyjnej chciała udowodnić, że warto jej zaufać. - Byłam szczera. Kiedy czegoś nie wiedziałam, mówiłam o tym. Podobnie z pytaniami o umiejętności. Nikt nie umie robić wszystkiego, trzeba uwypuklić te cechy, które nas wyróżniają - tłumaczy.
gazeta.pl
