Czerwiec, 2012 rok. Stadion narodowy w Warszawie. Mecz otwarcia mistrzostw Europy, Polska gra z Anglią. To nie science fiction. To bardzo możliwy scenariusz, bo Polska i Ukraina za pięć lat zorganizują Euro! Im bliżej było wyboru gospodarza Euro 2012, tym szanse polsko-ukraińskiej kandydatury niespodziewanie rosły. Dlaczego? Tego racjonalnie wytłumaczyć się nie da. Decyzje UEFA - tak jak dyscyplina, którą ów organizacja się zajmuje - są po prostu nieprzewidywalne.
Już we wtorek wieczorem pojawiły się plotki, że to nie faworyzowani Włosi, ale właśnie my i nasi wschodni sąsiedzi będziemy za pięć lat gościć najlepszych piłkarzy Starego Kontynentu. Kiedy wczoraj o 11:40 w Cardiff Michel Platini otwierał kopertę, chyba każdemu z Polaków mocniej zabiły serca. Na dodatek prezydent UEFA robił to powoli, bez litości dla słabych kibicowskich nerwów, zupełnie jak przed laty, gdy z zimna krwią wykonywał rzuty karne w Juventusie Turyn.
And the winner is…
Francuz nie musiał nawet nic mówić, gdy na wyciąganej z koperty białej kartce ujrzeliśmy litery: “p” na górze i “u” na dole. - Organizatorem Euro 2012 zostają Polska i Ukraina - ogłosił Platini. Po chwili na scenie pojawili się prezesi piłkarskich federacji gospodarzy Euro 2012. - Nie potrafię wyrazić uczuć, które mną targają - nie krył wzruszenia jeden z ojców naszego sukcesu, Hryhorij Surkis. Michał Listkiewicz, chyba jeszcze niemogący uwierzyć w wygraną, ledwo powstrzymywał łzy wzruszenia. - 85 milionów ludzi w Polsce i na Ukrainie czeka na te mistrzostwa - powiedział “Listek”.
Na obu dżentelmenów zaczął spływać deszcz pochwał. - Surkisowi należy za życia postawić pomnik - mówiła legenda ukraińskiej piłki Ołeh Błochin. - Z niczego zrobił perełkę. Komplementów pod adresem Listkiewicza nie żałował z kolei prezydent Lech Kaczyński. - Pan prezes Listkiewicz odniósł olbrzymi sukces - podkreślał prezydent.
Leo - tajna broń
Polsko-ukraińska kandydatura wygrała głosowanie 12 członków Komitetu Wykonawczego UEFA w sposób spektakularny. Poparło ją ośmiu członków, czterech było za Włochami. - Pewnie nigdy się nie dowiemy, kto na nas głosował, ale to jest najmniej ważne. Ważne, że przekonaliśmy większość członków Komitetu Wykonawczego. Przegrałem zakład z prezesem Surkisem, który przewidział taki scenariusz. Ja sądziłem, że zwyciężymy w drugiej turze - dodał Listkiewicz. Tajną bronią naszej kandydatury na kongresie w Cardiff był Leo Beenhakker. Selekcjoner polskiej reprezentacji brylował na salonach i jego zasługi w zwycięstwie są nie do przeceniania. - To jest dokładnie to, czego potrzebuje polska i ukraińska piłka. Powstaną stadiony, boiska treningowe, a to jest bardzo potrzebne - cieszył się Holender.
Źródło: Metro mba
